Wiecie… zawsze wraca do mnie jedna myśl. Ilu ludzi w historii umierało z poczuciem, że byli ignorantami.
Nie dlatego, że nie byli mądrzy. Tylko dlatego, że odkładali przygotowanie na później. Bo „to ich nie dotyczyło”. Bo „na pewno się nie wydarzy”. Ciekawe, co mieli w głowie w tej ostatniej chwili. Czy myśleli: „mogłem zrobić coś wcześniej”?Czy żałowali, że nie potraktowali sygnałów poważnie. Że zignorowali to, co było oczywiste?
Czasem zastanawiam się… co ja bym wtedy myślał. Czy miałbym w sobie spokój, bo zrobiłem, co mogłem? Czy raczej to jedno zdanie, które nie daje spokoju: „trzeba było się przygotować”. Mówię wam to jak przyjaciel. Nie po to, żeby straszyć. Tylko żeby przypomnieć, że najlepszy moment na działanie jest zawsze teraz już. Bo przygotowanie to nie strach. To odpowiedzialność.