"Nienawidzę recovery."
"Tęsknię za chorobą."
"Nie chcę już tak żyć, ale nie umiem inaczej."
"Mam dość ciągłego myślenia o jedzeniu."
"Bardziej boję się wyzdrowieć niż choroby.”
Są takie dni, kiedy recovery przestaje mieć sens.
Kiedy masz ochotę odpuścić.
Nie dlatego, że nie chcesz wyzdrowieć.
Tylko dlatego, że jesteś zwyczajnie zmęczona.
Zmęczona ciągłym lękiem przed jedzeniem.
Zmęczona tym, że każdy posiłek kosztuje Cię więcej energii, niż inni są w stanie sobie wyobrazić.
Zmęczona tym, że jednego dnia masz nadzieję, a drugiego znowu tęsknisz za chorobą.
Zmęczona żałobą po anoreksji.
Zmęczona walką, która wydaje się nie mieć końca.
I właśnie na takie dni powstał ten materiał.
Nie po to, żeby dodać Ci motywacji.
Motywacja przemija.
Nie po to, żeby powiedzieć Ci, że będzie łatwiej.
Bo nie zawsze będzie.
Stworzyłam go po to, aby w chwili, kiedy choroba będzie próbowała przekonać Cię, że już nigdy nie poczujesz się lepiej... ktoś usiadł obok Ciebie i powiedział:
„To, co teraz czujesz, jest częścią zdrowienia. Nie końcem. Nie porażką. Nie dowodem na to, że sobie nie poradzisz.”
To są słowa na dni, w których nienawidzisz recovery.
Na dni, w których masz dość siebie.
Na dni, w których płaczesz po posiłku.
Na dni, w których chcesz wrócić do tego, co było, bo choroba przynajmniej wydaje się znajoma.
Nie znajdziesz tutaj prostych recept.
Znajdziesz za to zrozumienie.
Wyjaśnienie.
Nadzieję.
I przypomnienie, że najtrudniejsze dni bardzo często pojawiają się właśnie wtedy, kiedy choroba najbardziej nie chce Cię puścić.
To szczera rozmowa o recovery – bez lukru, bez pustych obietnic i bez udawania, że zdrowienie jest proste. Bo nie jest. Jest trudne, bardzo trudne. Jest największą forma odwagi.
Jeżeli choć jedna myśl z tego materiału sprawi, że zostaniesz w procesie jeszcze jeden dzień dłużej, to znaczy, że był wart napisania.
A jeśli kiedyś wrócisz do niego po kilku miesiącach i pomyślisz: „To naprawdę miało sens.”, to będzie dla mnie najpiękniejsza recenzja, jaką mogłabym dostać.
Trudność polega na tym, że w recovery długo nie widać efektów. I to jest niesamowicie frustrujące. Bo wkładasz ogromny wysiłek. Codziennie stajesz twarzą w twarz ze swoim największym lękiem. A potem patrzysz na życie i myślisz: "Nic się nie zmienia."
Ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje.
Recovery wymaga od Ciebie pozostania w procesie wystarczająco długo, aby zobaczyć nowe życie.
Aż pewnego dnia zauważysz, że od kilku godzin nie myślałaś o jedzeniu.
Że śmiałaś się z kimś.
Że planujesz wyjazd.
Że czytasz książkę.
Że jesteś obecna.
I to właśnie wraca życie!
Zapraszam.
Anna Budnik