Ostatnie szkolenie „Social media dla Twórców, którzy nienawidzą marketingu” sprowokowało świetną dyskusję. Przez ostatni miesiąc – no, dobra, robiąc też inne rzeczy, nie oszukujmy się – myślałem, jak to rozwinąć. Jak przejść płynnie do kolejnego spotkania, które nie będzie tylko moją gadającą głową przez dwie godziny.
I jest! Spotkanie.
Ale tym razem robimy to zupełnie inaczej. Zamiast webinaru dla tłumu, zapraszam Cię na grupową kawę online. Tylko 10 osób. Żadnego „wykładu” ze slajdami, za to merytoryczna debata i sto procent merytorycznego wsparcia z mojej strony.
Wchodzimy w 10 osób max. (żeby nikt nie czuł się przytłoczony).
Każdy ma głos. Możesz włączyć mikrofon, możesz pisać na czacie. Zero presji.
Rozmawiamy o tym, co nas boli. O strachu przed pokazaniem twarzy, o tym, jak nie zwariować w świecie algorytmów, o sztucznej inteligencji i prawnych regulacjach.
Dlaczego tak? Bo wiem, że najtrudniej jest przełożyć teorię na swój własny warsztat. Szczególnie teraz, gdy w sieci mamy zalew AI, a w Brukseli właśnie dopinają przepisy o przejrzystości (te, które zaczną nas obowiązywać od sierpnia 2026 r.). W dobie botów Twoja „prawdziwość” to jedyna rzecz, której nie da się podrobić – ale dobrze wiedzieć, jak ją pokazywać, żeby świat Cię zauważył.
Social media mają być narzędziem, a nie ciężarem. Ogarnijmy to razem, po ludzku, ale z konkretną wiedzą.