„ZIZU” to surrealistyczno-egzystencjalna opowieść o człowieku, który powoli przestaje wierzyć w stabilność świata, własnej tożsamości i języka, którym dotąd opisywał rzeczywistość. To historia wewnętrznego rozpadu, ale też dziwnego, brutalnego przebudzenia. Nie ma tu klasycznej fabuły ani prostego podziału na dobro i zło. Jest za to przeciek - między tym, co realne i metafizyczne, codzienne i absurdalne, ludzkie i nieludzkie.
Narrator przechodzi przez kolejne etapy psychicznego i duchowego odsłaniania. Towarzyszy mu ZIZU: kościsty, czarny kot, będący jednocześnie przewodnikiem, szydercą, filozofem i cieniem ludzkiej świadomości. Nie daje pocieszenia. Nie oferuje gotowych odpowiedzi. Rozbiera człowieka z iluzji tak, jak świat rozbiera ściany ze starego tynku.
W tej historii codzienność staje się polem metafizycznym. Kubek po kawie, kapanie kranu, telefon, rachunki, sąsiedzi, klatka schodowa - wszystko zaczyna mieć ciężar większy niż symbol. Rzeczy przestają być tłem. Stają się dowodami istnienia. Narrator odkrywa, że największy dramat człowieka nie rozgrywa się podczas katastrof, lecz podczas zwyczajnych dni, kiedy trzeba żyć mimo wszystko.
Obok ZIZU stale pojawia się kobieta-manekin - początkowo pusta, sztuczna, pozbawiona wnętrza. Z czasem zaczyna stawać się coraz bardziej ludzka, coraz bardziej zmysłowa, krucha i tragiczna. Czerwona nić, która początkowo jest tylko zabawką kota, zamienia się stopniowo w krew, pamięć, pożądanie i połączenie między wszystkimi elementami świata. Przecina granice prostokątów, obrazów i rzeczywistości, tworząc absurdalny labirynt znaczeń.
„ZIZU” jest jednocześnie opowieścią o Polsce - kraju zmęczonym historią, przesiąkniętym traumą, ironią i przetrwaniem. Wojna, lęk społeczny, medialny hałas, rozpad więzi i kryzys duchowy są obecne w tle jak nieustanny szum. Ale książka nie zamienia się w manifest polityczny. Bardziej interesuje ją pytanie: co zostaje z człowieka, kiedy przestaje udawać, że wszystko jest pod kontrolą?
Każdy rozdział działa jak etap schodzenia głębiej: od ciszy, przez powrót, codzienność, przeciek, współistnienie, aż po epilog, w którym świat nie zostaje naprawiony - ale może zostać zobaczony bez odwracania wzroku.
To książka o: rozszczelnieniu psychiki, zmęczeniu współczesnością, potrzebie tworzenia mimo katastrofy, współistnieniu sprzecznych wersji siebie, sztuce jako jedynej uczciwej odpowiedzi na chaos, i o tym, że człowiek nie jest instrukcją obsługi, lecz rękopisem po pożarze.
„ZIZU” nie daje ukojenia. Daje obecność. I zadaje jedno pytanie, które wraca do końca:
„Robimy sztukę czy wojnę?”