Mocny esej o tym, czy Polska jest jeszcze po prostu krajem z silną skrajną prawicą, czy już społeczeństwem wyraźnie faszyzującym się. Gdzie kończy się konserwatyzm, gdzie zaczyna faszyzm i czy w części współczesnej polskiej polityki można już mówić o elementach nazizmu.
To próba uczciwego przyłożenia historycznych i politycznych kryteriów do dzisiejszej Polski: języka prawicy, religijnego fundamentalizmu, nacjonalizmu, antysemityzmu, produkowania wrogów, hierarchii „swoich” i „obcych” oraz coraz większej zgody na to, by nie wszystkim ludziom przysługiwała taka sama wolność.
Bez łatwego krzyczenia „faszyzm” na wszystko. Z dużo bardziej niewygodnym pytaniem: jeśli polityka nie nazywa siebie faszyzmem, ale zaczyna spełniać jego kryteria, to kiedy właściwie wolno nam nazwać ją po imieniu?