„Janusz Chrystus – Synuś Tatusia” przenosi historię Jezusa do współczesnej Polski i robi rzecz dla religii wyjątkowo nieprzyjemną: traktuje ją normalnie. Jezus zostaje Januszem z Namysłowa. Zaczyna gadać, zbiera wokół siebie ludzi, zdobywa rozgłos, coraz bardziej wierzy we własną wyjątkowość i z czasem buduje środowisko, w którym lojalność wobec niego zaczyna znaczyć więcej niż rodzina, rozsądek czy zwykła przyzwoitość.
Cały ten mesjański objazd ma zresztą bardzo ziemski model biznesowy. Faceci chodzą po imprezkach, chlają, gadają o królestwie, wpraszają się na darmowe żarcie, a jak trzeba, to załatwią nawet wino „z wody”, przynajmniej w wersji, która potem idzie w lud. Tymczasem ktoś musi znaleźć nocleg, kupić jedzenie, ugotować, zapłacić i dopilnować, żeby prorocy nie zdechli z głodu. I tutaj, tradycyjnie, wchodzą kobiety. To one zapewniają wikt, opierunek, logistykę i znaczną część finansowania całej tej duchowej imprezy. Resztę można wyciągnąć od odpowiednio zamożnego lokalsa, któremu Janusz łaskawie pozwoli zostać sponsorem własnego zbawienia.
A kiedy Janusz zaczyna pieprzyć rzeczy tak mocne, że brzmią jak satyryczna przesada, pojawia się najlepszy numer tej książki: często są to po prostu słowa Jezusa z Biblii Tysiąclecia.
To nie jest parodia Jezusa wymyślonego od nowa. To Ewangelie przepuszczone przez współczesny język, współczesną moralność i zwykłe pytanie: co pomyślelibyśmy o takim człowieku, gdyby nikt wcześniej nie powiedział nam, że mamy go wielbić? I właśnie dlatego ta książka jest jednocześnie kurewsko zabawna i brutalnie niewygodna.
E-book w formacie PDF i EPUB