To jest premierowy odcinek nowego cyklu.
Można powiedzieć: moje Słowo na niedzielę. Z tą tylko różnicą, że zamiast sprowadzać was na kolana, spróbuję postawić was na nogi. A tym, którzy już stoją na nich twardo, zaoferuję po prostu dobrą zabawę: satyryczny przegląd tego, czym gatunek raczył nas przez ostatnie dwa tygodnie.
Dziś rusza Kronika Gatunku. Oto jej pierwszy numer.
Kolejne będą ukazywały się co dwa tygodnie. Jeżeli wam się spodoba, każdy następny numer będziecie mogli kupić za symboliczną kwotę 4,99 zł.
To kilka razy mniej niż tacowe. I choć forma jest krótka, treści i tak będzie więcej niż w banialukach, za które wierzący płacą w kościele, więc nie bądźcie od nich gorsi.
Sorry, serduszkami i lajkami po prostu się nie nakarmię.
Kronika Gatunku to ukazujący się co dwa tygodnie satyryczny zapis ludzkich absurdów, zbiorowych urojeń i publicznej głupoty.
Krótkie teksty, komentarze, cytaty, nekrologi i fragmenty literackie składają się na kilka stron lekkiej, ostrej i smakowicie bezczelnej lektury o sprawach, które same proszą się o kpinę.
Religia, obyczaje, ciało, władza, narodowe zadęcie i codzienne patusiarstwo. Jest bluźnierczo, cynicznie, satyrycznie i bezkompromisowo. Bez partyjnej naparzanki i bez udawania, że wszystko zasługuje na poważne traktowanie.