Jesteś w miejscu, w którym zatrzymuję klatki rzeczywistości — te, które zwykle umykają, bo są zbyt bolesne, zbyt lepkie, zbyt prawdziwe.
To przestrzeń dla kobiet, które chcą zobaczyć więcej niż powierzchnię.
Dla tych, które zbyt długo brodziły w bagnie i próbowały sadzić w nim kwiaty.
Dla tych, które czuły w swoim życiu, w swoich relacjach natrętne muchy brzęczące nad głową, ale patrzyły w niebo, bo tam wciąż trzepotały motyle.
To nie jest miejsce, w którym udajemy, że bagna nie ma.
To miejsce, w którym przyglądamy mu się z bliska.
Tworzę alfabet emocji, niedojrzałości, relacji i prawdy.
Każdy rozdział to osobna litera. Osobna rana. Osobna lekcja. Osobna klatka zatrzymana i wyostrzona pod mikroskopem.
Nie po to, żeby rozdrapywać.
Po to, żeby zobaczyć.
Prawdę przed szkodą, a nie po szkodzie.
Bo można popełniać błędy świadomie i z premedytacją.
Ale dopiero wtedy, gdy zna się prawdę.
A ja tę prawdę próbuję dogonić.
Alfabet mężczyzny, który nie dorósł jest początkiem tej historii.
To nie jest literatura dla przyjemności.
To literatura dla oczyszczenia.
Jak kąpiel, która nie jest ciepła ani wygodna, ale naprawdę potrzebna, żeby przyklejony brud zaczął odpadać.
Jak skorupa, którą same sobie stworzyłyśmy, tkwiąc w relacjach, które niszczą — i która zaczyna kruszeć.
To proces.
Jak wyjście z bagna: najpierw na kolanach, potem w pozycji godnej.
Znajdziesz tu książki gęste, mroczne, prawdziwe.
Nie piszę lekko o rzeczach ciężkich.
Jeśli poczujesz ciężar, to dobrze.
Pierwszy alfabet ma boleć, żeby mógł pomóc.
Ale to dopiero początek
Alfabet nie kończy się na jednej książce.
Niedojrzałość i ludzka prawda mają wiele odsłon.
Życie, westchnienia i rozmowy przynoszą kolejne sceny. Kolejne historie. Kolejne litery.
Pierwszy alfabet jest gęsty i lepki.
Kolejny będzie lekki, ironiczny, introspekcyjny.
A następny?
Czas pokaże.
Chociaż już dziś mogę powiedzieć, że będzie w nim najwięcej światła.
Jej i jego też.
Bo tu nie chodzi o niszczenie.
Chodzi o budowanie.
O budowanie przez uświadamianie i otwieranie oczu, które nie muszą żyć w ciemności, ale mogą przyzwyczaić się do promieni.
A promienie mogą padać także dla kogoś, kto nauczył się żyć w mroku.
Dla kobiet, które chcą zrozumieć, zobaczyć, nazwać i odzyskać siebie.
Dla tych, które nie chcą już czekać, aż ktoś dorośnie.
I same dorastają.
Wbrew wszystkiemu. Ale nie wbrew sobie.
Dla tych, które wybierają prawdę zamiast iluzji.
Ale także dla mężczyzn.
Dla tych, którzy chcą zobaczyć siebie nie tylko w lustrze, ale także w relacjach z innymi.
Bo ostatecznie nie chodzi o jego świat i jej świat.
Chodzi o jeden wspólny.
Nie mówię, że będzie lekko.
Ale będzie inaczej niż wszędzie indziej.
Bo ten świat nie próbuje wszystkiego uprościć.
Nie daje gotowych odpowiedzi.
Zatrzymuje klatkę.
Przygląda się jej.
Czasem z bliska. Czasem z ironią. Czasem z bólem.
A potem pyta:
Co naprawdę tutaj widzisz?
W świecie, który nie udaje dobrego.
Jest prawdziwy.
Dla Ciebie.
Dla zmiany.
Dla jutra.
Jego i jej.
Nie w odrębnych światach.
W jednym, wspólnym.
Taki świat łączy, a nie dzieli.
Zacznijmy od A.